![]() |
Szczęściarzem, bywa dentysta Gdy na fotelu, siada masochista I nie robiąc żadnej zbędnej przerwy Porusza w zębach poszarpane nerwy Nim to się jednak wreszcie stanie Ma na początek inne zadanie Musi wywiercić najpierw dziurę By zranić nerwów czułą strukturę Pacjent zaś mówi, od niechcenia Wszystko być musi, bez znieczulenia I chce by borować, trochę głębiej Mówi szeroko rozdziawiając gębę I szczęścia swego zupełnie nie skrywa Gdy ząb pozbawiany jest białego szkliwa A wiertło swym zgrzytem ukojenie daje Więc cyrulik wiercić nim nie przestaje Wreszcie dociera i szarpie za nerw Nie robiąc przy tym, zbędnych przerw Widząc że pacjent, jest w pilnej potrzebie Ostrym szpikulcem, w tym nerwie grzebie W końcu trutkę, do dziury pakuje I pyta z uśmiechem - jak się pan czuje? - Kto bardziej szczęśliwy? tego ja nie wiem Obaj się czują, niemal tak jak w niebie Wreszcie pacjent, poczuł prawdziwy ból Gdy dentysta, wyłożył rachunek na stół Zbolałą minę, warto by zobaczyć Za przyjemności, przecież trzeba płacić. |