Tam, gdzie mgły, ścielą się nad  wodą,          
Szedł  młodzieniec, umęczony  drogą               
Znalazł kij  gruby,  choć bardzo sękaty,
On mi pomoże  powrócić do chaty 

Wziął go do  ręki - a to wielka laga
Jak taka belka może  mi pomagać?
Przypomniał   kozik schowany w kieszeni
Zapewne trudną sytuację mą zmieni

Posypały się wióry na  zieloną trawę
Tak ostrze z kijem kończyło rozprawę
Z każdym zamachem nikła kora i łyko
Ciągle ładniał, nie wyglądał już tak dziko 

Już nie był sękaty, już nie  tak surowy,
Jak trzcina cienki, bielutki jak nowy.
Czy oprze się sile, czy dźwignie ciężary?
Czy wart jest  pracy, - tej całej ofiary? 

Lecz gdy w końcu   na kiju się oparł,
Drewno pękło   – sen o drodze się rozpadł.
Choć przyklejał korę i wióry przykładał
Kij do dalszej drogi już się nie nadawał

Zapamiętaj, drogi bracie, naukę z tej baśni,
Może w tym zapędzie rozum swój rozjaśnisz:
Łatwiej kijek wycieńkować, tnąc go bez pamięci,
Niż go później wygrubasić, mimo wielkich chęci

Podobnie  w słowach, co z ust padną w gniewie,
Ciosasz kołki na głowie, choć nic o nim nie wiesz
Odejmujesz godność, kpisz z  jego nadziei,
Człowieka nie da się  później wybielić

Podpalasz pod czyimś honorem stos
To do pożaru zaledwie jeden włos
Gdy na człowieka spadnie taka bieda
To tej pożogi ugasić się już nie da

Kiedy zechcesz naprawić, coś nabroił słowem
Za późno, nie zdołasz - tak ci teraz powiem
Łatwiej kijek wycieńkować, niż go wygrubasić
Łatwiej z iskry pożar wzniecić, niż go potem zgasić.

   


Contact Us / Kontakt z nami
skaner@skaner.net / +1 519 641 8894