Od 13 do 17 marca obchodzono w Krakowie 65. rocznicę likwidacji getta. Uroczystości zakończyła projekcja filmu Stevena Spielberga “Lista Schindlera”. Przy tej okazji warto przypomnieć nie wszystkim znane fakty poprzedzające realizację filmu. Przytaczam je za tekstem Samuela Heniga*, do którego dotarła Arleta Sziler.
Z “Listą Schindlera” było tak
[...] Pewnego roku ci z mojego miasta Krakowa w Polsce, którzy ocaleli z holokaustu, spotkali się w Miami na Florydzie. Był to pierwszy zjazd naszej organizacji, założonej w Nowym Jorku. Do Miami zjechali ludzie z całego świata, a zjazd stał się wielkim i niespodziewanym sukcesem. Działy się tam sceny nie do opisania. Ludzie spotykali swoich krewnych i przyjaciół, o których myśleli, że nie przeżyli wojny. Sam także spotkałem kilku znajomych i przyjaciół. Od tego pamiętnego roku spotykamy się systematycznie, zawsze w lutym, ale szczególnie utkwił mi w pamięci ten pierwszy zjazd. Trwał cały tydzień, spotkałem mnóstwo ludzi, wśród których był także Leopold Pfefferberg**.
Poldek, jak go nazywaliśmy, przed wojną był nauczycielem wychowania fizycznego w naszym gimnazjum. Pamiętam go jako wysokiego przystojnego blondyna. Był też oficerem wojska polskiego, co było wielkim zaszczytem jak na Żyda w tamtych czasach - niewielu się to udało. Nigdy bym go nie rozpoznał, gdyby mi go ktoś nie wskazał.
Większość moich przyjaciół z Krakowa to ludzie z “listy Schindlera”. Po powrocie z Rosji w 1946 roku nasłuchałem się o Schindlerze niemało. Dowiedziałem się, że i Poldek był z jego listy. Można powiedzieć, że w pewnym sensie był jakby adiutantem Oskara Schindlera podczas okupacji hitlerowskiej w Krakowie. Poldek dostarczał mu luksusowe alkohole, czekoladę i inne rarytasy niedostępne podczas wojny. Znał Schindlera lepiej niż ktokolwiek inny. Dużo z nim o Schindlerze rozmawiałem.
Kiedy po wojnie Poldek przyjechał do USA, zmienił nazwisko z Pfefferberg na Page. Było łatwiejsze do wymówienia. Osiadł w Beverly Hills w Kalifornii, gdzie prowadził sklep z wyrobami ze skóry: teczkami, walizkami i torbami. Strasznie narzekał, że nie może znaleźć nikogo, kto spisałby opowiedzianą przez niego tę nieprawdopodobną historię o Schindlerze - i wydał drukiem. Starał się zainteresować nią kilku pisarzy i producentów. Oczywiście, byli tacy, którzy chcieli wydać, ale - nie dając żadnych gwarancji - z góry chcieli dostać dość pokaźną sumę. Na taki wydatek Poldka nie było stać.
Wymieniliśmy adresy i telefony i po zjeździe rozmawiałem z nim kilkakrotnie. On też lubił rozmawiać ze swoimi uczniami, z których tak niewielu przeżyło wojnę. Zawsze mówiłem, aby nie rezygnował. Pewnego dnia - niespodzianka, można powiedzieć, że prawdziwy łut szczęścia. Do sklepu Poldka wszedl elegancko ubrany mężczyzna, który chciał kupić nową aktówkę, względnie zreperować starą, którą przyniósł ze sobą. Poldek zaczął z nim rozmawiać. Zapytał, skąd przybywa i co sprowadza go do Beverly Hills. Mężczyzna odparł, że nazywa się Thomas Kenneally, jest pisarzem i przybył do Hollywood z Australii. Poldek zgodził się naprawić aktówkę, po czym powiedział Australijczykowi, że chce mu przedstawić bardzo interesującą, wartą spisania historię. Przeszli na zaplecze.
Po wysłuchaniu opowieści Keneally poklepal Poldka po plecach. Zgodził się. Marzenie Poldka się spełniło - zaczęli współpracować. Odbywali wspólne podróże do Polski, głównie do Krakowa; także do innych krajów, gdzie mieszkali ludzie pracujący w czasie wojny w fabryce Schindlera. W taki to sposób powstała książka Thomasa Kenneally’ego ”Lista Schindlera”***.
Samuel Henig
Tłumaczyła Arleta Sziler
* W Skanerze 1/141 drukowaliśmy opowieść o tym, co w mroźny wigilijny wieczór 1943 roku spotkało małą Jadzię; opowieść, będąca częścią wydanej w 2000 r. książki “Reunions”, poruszyła serca wielu czytelników. Książka zawiera spisane przez Samuela Heniga wspomnienia Żydów, którzy przeżyli holokaust.
** Leopold Pfefferberg (20 marca 1913 - 9 marca 2001) - numer 173 na liście Oscara Schindlera.
*** Książka Kenneally’ego ukazała się w 1982 r., film Spielberga w 1993.
[Skaner 4/156, kwiecień 2008]