12 kwietnia 1961 r. zapisał się jako dzień pierwszego w dziejach ludzkości lotu człowieka w kosmos. Człowiekim tym był Jurij Gagarin z ZSRR, a 12 kwietnia stał się Dniem Kosmonautyki. Z kolei pierwszy człowiek na Księżycu to Amerykanin Neil Armstrong (1969). Te dwa nazwiska (i zapewne kilka innych) zapamiętało wiele osób, natomiast nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że w badania kosmosu wnieśli wkład także Polacy. Pisze o nich Jerzy Bulik.
Polacy wśród zdobywców kosmosu
Jesteśmy świadkami oszałamiających sukcesów gatunku ludzkiego w dziedzinie opanowywania kosmosu. Sondy wysyłane z ziemi miesiącami i latami lecą w kosmicznej próżni, bezbłędnie trafiają na obiekty, które przez ziemskie teleskopy rejestrowane są jako ostrze szpilki, okrążają je, lądują na nich w wybranych z góry miejscach, przesyłają na ziemię sygnały radiowe, które na dotarcie do nas potrzebują wielu godzin, przekazują w ten sposób wyniki pomiarów, zdjęcia itd. itd. Można dostać od tego zawrotu głowy, można mieć wątpliwości, czy to rzeczywiście tak się dzieje, czy też nam się to tylko tak wydaje.
Wszystkie te pomnikowe osiągnięcia (bo są to swoiste pomniki naszych czasów) są dziełem zespołów ludzi, a wśród tych ludzi są również Polacy. Kilku z nich zostanie przedstawionych (w porządku alfabetycznym na następnych stronach). Gdyby ktoś z Czytelników był w stanie uzupełnić tę listę o inne nazwiska - prosimy o przekazanie informacji do Redakcji.
Mieczysław Grzegorz Bekker
współtwórca pojazdu księżycowego
Lunar Roving Vehicle (LRV)
Mieczysław Grzegorz Bekker urodził się w 1905 r. w Strzyżowie koło Hrubieszowa. Ukończył studia na wydziale mechanicznym Politechniki Warszawskiej, poczem pracował w Instytucie Badań Inżynierii, gdzie prowadził badania nad budową samochodów terenowych. W czasie wojny trafił do Kanady, gdzie pracował w Biurze Badań Broni Pancernej. W roku 1955 przeniósł się do USA, gdzie pracował w Wojskowym Laboratorium Pojazdów Terenowych i jednocześnie prowadził wykłady z mechaniki lokomocji lądowej na uniwersytecie w Michigan, a następnie został profesorem tego uniwersytetu. Bekker wykładał również na słynnym Massachusetts Institute of Technology (MIT).
Potem przyjął propozycję objęcia stanowiska dyrektora, proszę Państwa, powtarzam: dyrektora Instytutu Badań koncernu samochodowego General Motors w Santa Barbara w Kalifornii. Na tym stanowisku zastał go konkurs ogłoszony w 1961 r. przez NASA na pojazd zdolny do poruszania się po księżycu w ramach programu Apollo.
Do konkursu stanęło osiemdziesiąt pięć firm. Zwyciężył zespół pod przewodnictwem Mieczysława Bekkera. W efekcie zespół zaprojektował słynny pojazd księżycowy LRV, który został wykonany przez koncern General Motors w kooperacji z zakładami Boeing. Aby uświadomić sobie skalę trudności, przed jakimi stanął Bekker i które pomyślnie rozwiązał, warto pojazdowi poświęcić chwilę uwagi.
Musiał on znosić ekstremalne zmiany temperatury, jako że powierzchnia księżyca bardzo się nagrzewa, kiedy jest oświetlona, i ogromnie się oziębia, gdy zapada księżycowa noc; musiał funkcjonować w warunkach braku atmosfery, w warunkach mniejszej niż na ziemi siły ciężkości i poruszać się po gruncie, który ma inne właściwości niż grunt ziemski. A do tego wszystkiego jeszcze jedno - można powiedzieć: bagatela - musiał składać się w bardzo małą paczkę, tak aby mógł się zmieścić wraz z astronautami w kapsule wysyłanej na księżyc; no i po dotarciu na księżyc musiał rozkładać się prawie samoczynnie - to jest przy minimalnym udziale astronautów.
Wszystkie te problemy zostały pomyślnie rozwiązane przez zespół kierowany przez Mieczysława Bekkera. Trzy jego pojazdy wylądowały na księżycu - wyposażone w nie były misje Apollo 15, 16 i 17 - wszystkie trzy sprawowały się znakomicie. Łącznie przejechały one na srebrnym globie ponad 200 km bez najmniejszego problemu. Niestety, sławiły raczej stojące za nimi koncerny Boeinga i General Motors, a nie imię ich polskiego konstruktora. Jedyną pociechą dla nas może być to, że jego nazwisko zostało umieszczone w Alei Zasłużonych w Badaniach Kosmosu (Space Walk of Fame).
Karol Joseph Bobko
„Bo” - syn polskich emigrantów, astronauta w randze pułkownika, którego szczytowymi osiągnięciami są trzy loty na pokładzie promów kosmicznych. W kwietniu 1983 roku był on pilotem pierwszego lotu promu Challenger. Następnie, w roku 1985, w kwietniu i w październiku, odbył dwa loty jako dowódca promu. W sumie spędził na orbicie ponad szesnaście dni i współuczestniczył w pomyślnym wykonaniu wielu różnych zadań, jakie te misje miały do spełnienia.
Eugeniusz Lachocki
Rodem z Polesia, wywieziony wraz z rodziną do Kazachstanu. Później była armia Andersa, Bliski Wschód, Monte Cassino. Zakończenie wojny zastało go we Włoszech. Od razu podjął tam naukę w dziedzinie elektroniki; kontynuował w Anglii, uzyskując dyplom inżyniera. Przeniósł się do Stanów. Po kilku zmianach miejsca pracy na początku pobytu w Stanach, Lachocki osiadł na stałe w Radio Corporation of America (RCA) i pracował w tej firmie przez dwadzieścia cztery lata, aż do emerytury. Tam zrodziły się jego największe osiągnięcia zawodowe.
Brał udział w wielu różnych, trudnych i ważnych projektach. Dał się poznać jako zdolny i odpowiedzialny inżynier. W rezultacie dostąpił zaszczytu przydzielenia do zespołu pracującego dla programu księżycowego Apollo. Został odpowiedzialny za opracowanie zasilaczy do urządzeń radiokomunikacyjnych i telewizyjnych wyprawy. Nowość i trudność tego zadania polegały na tym, że zasilacze korzystały z nowych, nieznanych wówczas źródeł energii, którymi były ogniwa wodorowe. Do tego dochodziły oczywiście bardzo surowe wymagania dotyczące ciężaru, objętości, sprawności, warunków termicznych, niezawodności, no i - oczywiście - terminów. A przy tym - co za odpowiedzialność! Zasilacze wszystkich nadajników i odbiorników wyprawy Apollo! W przypadku ich złej pracy nie byłoby łączności między wyprawą i ziemią i nie byłoby łączności między astronautami na księżycu i ich kolegą orbitującym wokół księżyca!
To był dopiero początek kosmicznej kariery zasilaczy Lachockiego. Wszystkie następne wyprawy Apollo wyposażone były w te zasilacze. Gdy program Apollo dojrzał do „samochodu księżycowego”, którego głównym konstruktorem był prezentowany wyżej Mieczysław Bekker, było oczywiste, że zasilacze do urządzeń elektronicznych samochodu zostaną opracowane też przez Lachockiego.
Miał on tam do rozwiązania nowy problem, gdyż źródłem energii dla zasilaczy pracujących w samochodzie były nietypowe baterie akumulatorów. Z zadania wywiązał się znakomicie. Jego zasilacze zainstalowane w pojazdach księżycowych pracowały absolutnie niezawodnie. Pomyślmy tylko: okazuje się, że samochód księżycowy - dzieło Polaka Bekkera, zawierał w sobie dzieło drugiego Polaka - Lachockiego!
Nazwisko Eugeniusza Lachockiego wpisane zostało w Alei Zasłużonych w Badaniach Kosmosu (Space Walk of Fame).
Wojciech Rostafiński
Przebył drogę nieomal typową dla pokolenia Kolumbów, to jest pokolenia, które wkroczyło w wojnę w wieku lat około dwudziestu. Walka w Powstaniu Warszawskim, za którą został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, obóz jeniecki w Niemczech, wyzwolenie, wyjazd do Belgii, gdzie ukończył studia, rozpoczęte w tajnej szkole im. Wawelberga i Rotwanda w okupowanej Warszawie. Wyjazd do Stanów, gdzie najpierw pracował jako kreślarz, ale w końcu został zatrudniony w NASA. Wtedy zrobił doktorat. Jego specjalnością stały się pompy i sprężarki stosowane w rakietach. Opublikował wiele prac naukowych poświęconych tym urządzeniom, wygłosił wiele referatów na konferencjach naukowych. Stał się ekspertem w tej specjalności, był kierownikiem szeregu programów badawczych. Jego nazwisko wpisane zostało w Alei Zasłużonych w Badaniach Kosmosu (Space Walk of Fame).
Jest jeszcze jedna osoba, której dokonania naukowe niewątpliwie przyczyniły się do osiągnięć w dziedzinie kosmosu, i która związana jest w z Polską.
Konstanty Ciołkowski
syn polskiego zesłańca, urodzony w 1857 roku w głębi Rosji, gdzie spędził całe życie. Zaliczany jest do grona największych uczonych rosyjskich i radzieckich, jednak wszystkie źródła podają jego polskie pochodzenie. Na przełomie XIX i XX wieku opracował teorię napędu rakietowego, konstrukcji rakiet oraz ich ruchu w ziemskim polu grawitacyjnym. Już wtedy projektował sztuczne satelity, które nazwał sputnikami, i przewidywał skonstruowanie stałych stacji orbitalnych. Cała technika rakietowa opiera się na słynnym równaniu Ciołkowskiego, które określa zależność pomiędzy prędkością wylotu gazów opuszczających rakietę i prędkością rakiety oraz zależność pomiędzy masą startową rakiety i jej masą końcową.
Niniejsza lista Polaków, uczestników opanowywania kosmosu, nie byłaby pełna, gdyby nie było na niej jeszcze jednego nazwiska. Przecież to właśnie Polak, pan Twardowski, pierwszy dotarł na księżyc i to tylko na kogucie, nie potrzebował do tego rakiety. Ktoś powie, że to przecież legenda... No i co z tego? To legenda, która pokazuje, że my, Polacy, jak chyba żadna nacja możemy poszczycić się bardzo starą tradycją zdobywania kosmosu. Pokażcie mi inny naród, który może pochwalić się taką legendą!
Jest rzeczą oczywistą, że na obecne sukcesy w podboju kosmosu składa się myśl i praca wielu ludzi, reprezentujących wiele narodowości, a wśród nich również wielu Polaków. We wszystkim, co się dzieje w tej dziedzinie, jest cząstka twórczej myśli naszych rodaków, cząstka twórczej myśli polskiej. W tym sensie, jako Polacy, możemy i powinniśmy czuć się współtwórcami tych osiągnięć.
Jerzy Bulik
[Skaner 4 (156), kwiecień 2008]