Jadzia. Opowiadanie zimowe

OPOWIADANIE ZIMOWE

Historia prawdziwa

W czasie II wojny światowej wielu Polaków z narażeniem życia ratowało Żydów, także dzieci, o które Żydzi upomnieli się po wojnie. Wówczas dzieci, częstokroć odbierane rodzinom, z którymi zdążyły się już zżyć, trafiły do specjalnie zorganizowanych sierocińców.

Samuel Henig* odwiedził jeden z takich zakładów, gdzie wysłuchał dziecięcych opowieści o tym, jak udało się im przetrwać wojnę. Opowiadania złożyły się na powstałą w roku 2000 książkę “Reunions”. Niezwykła historia Jadzi, mówiąca o jej przejściach w mroźną noc Bożego Narodzenia 1943 roku, znalazła się w pierwszym rozdziale.

Jadzia

Czy tylko sen...?

Kiedy wybuchła wojna, Jadzia, która była jedynaczką, nie miała jeszcze dziesięciu lat. Jej rodzina mieszkała na wsi. Ojciec skupował od okolicznych gospodarzy owoce i potem sprzedawał je w mieście. Jadzia często mu towarzyszyła i w ten sposób poznała wiele osób. Czasem był lepszy, czasem gorszy rok, ale ogólnie biorąc wiodło się im nieźle. Aż przyszedł wrzesień 1939. Gospodarze nie sprzedawali już owoców, handel upadł, a do domu Jadzi rodziców zaczęli przyjeżdżać z pobliskich miasteczek znajomi Żydzi w poszukiwaniu schronienia. Wkrótce nie było już ani miejsca, ani jedzenia. Zaczęły też krążyć słuchy, że Żydzi z pobliskich wiosek wywożeni są do getta. Kiedy i u nich deportacja wydawała się nieunikniona, ojciec Jadzi wziął trochę pieniędzy i poprosił jednego ze znajomych gospodarzy, by przechował dziewczynkę do wyjaśnienia sytuacji.

Mijały dnie i miesiące, a nikt się po dziecko nie zgłaszał. Jadzia traciła nadzieję, wiedziała, że rodzice zostali gdzieś wywiezieni. Na szczęście rodzina, u której przebywała, nie wydała jej. Gospodarz wykopał za olbrzymim piecem bunkier, gdzie miała kryjówkę, od czasu do czasu pozwalano jej spać na podłodze w kuchni, a nocą mogła wychodzić na podwórko, by zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Ubrana była w długą suknię, na głowie miała “babuszkę” - nikt by jej w tym stroju nie rozpoznał.

Ludzie mieli nadzieję, że wojna szybko się skończy, a gospodarz bał się coraz bardziej...

Boże Narodzenie 1943 roku obchodzono hucznie (nie brakło alkoholu), zjechała się liczna rodzina, przyszli przyjaciele. W pewnym momencie brat gospodarza zaczął się niespokojnie kręcić i w końcu znalazł kryjówkę dziewczynki. Wywlókł ją stamtąd, postawił przed wszystkimi i zaczął ostro oskarżać brata, że przechowując żydowskie dziecko naraża życie całej rodziny. Nalegał, by pozbyć się Jadzi jak najprędzej! Wywiązała się rodzinna kłótnia. W końcu gospodarz przystał na wywiezienie dziewczynki do lasu. Gospodyni ją ciepło opatuliła, dała bochenek chleba i pożegnała ze łzami w oczach, brat gospodarza wziął bryczkę i pojechali. Zostawił Jadzię w głębi lasu i zapowiedział, że jeśli zdecyduje się wrócić, to zostanie wydana Niemcom.

Była mroźna, jasna noc. Jadzia siadła na pieńku i zaczęła płakać. Potem się pomodliła, a w końcu zasnęła. Nie trwało to długo, szybko obudził ją mróz. Co robić? Zdesperowana postanowiła wrócić do wsi: najpierw skryje się w stodole, a potem ujawni i odda w ręce gestapo.

Wtem zaświtał jej inny pomysł. Przypomniała sobie pewnego bogatego gospodarza, którego dom otaczał wielki, piękny sad. Była tam kilkakrotnie z ojcem przed wojną. Ten pan ją lubił, często pozwalał, by wybrała kilka owoców dla siebie. Tak, właśnie tam pójdzie po zamarzniętej rzece. To nie tak daleko. Ale nagle, o zgrozo! przypomniała, że są tam ogromne psy, które nikogo nie wpuszczają na podwórko.

Mimo wszystko postanowiła się tam dostać. Doszła do brzegu rzeki i stamtąd dostrzegła oświetlone domostwo, ku któremu podążyła. Zastanowiła ją cisza. Nie ma psów?! Ostrożnie brnęła po ośnieżonym lodzie. Gdy była już blisko, usłyszała ujadanie psów, których jednak nigdzie nie mogła dojrzeć. Zbliżyła się do ganku. Nagle drzwi otworzyły się na oścież i Jadzia ujrzała osłupiałego gospodarza.

Był w piżamie. Na jej widok kilkakrotnie się przeżegnał, potem jakby się ocknął, podbiegł i zapytał: - Czy ty jesteś Jadzia?

Dziewczynka przytaknęła, a mężczyzna słysząc to porwał ją w silne ramiona i zaniósł do domu, gdzie czekała jego żona. Oboje krzyczeli z radości: - Jadzia! Ja dzia! Czekamy na ciebie od kilku godzin!

Jadzia nic z tego nie rozumiała. Gospodarz przytulił ją do siebie i zaczął wyjaśniać: - Jadziu - mówił wzruszonym głosem, prawie płacząc - tej nocy miałem sen, może nawet coś więcej. Przy moim łóżku stanęła twoja mama. Obudziła mnie i powiedziała nakazującym tonem, abym zamknął wszystkie psy i zapalił światła. Przyjdzie tu moja córeczka - powiedziała. Pamiętaj, abyś ocalił ją od wrogów. Musiałem jej to obiecać! Dziecko, nic się nie bój, jesteś w dobrych rękach - zakończył.

Dotrzymał słowa, danego matce Jadzi. Przechował dziewczynkę, dobrze ją traktował.

***

Jadzia skończyła swą opowieść. Popłakaliśmy się oboje. Uścisnąłem ją na dobranoc i dziewczynka poszła spać. Być może jej historia spotka się z niedowierzaniem, ale ja i wielu innych uwierzyliśmy jej. Prawie każdy, kto przeżył w Polsce nazistowskie piekło, wierzył w jakimś momencie w rzeczy nadprzyrodzone.

Samuel Henig
(Za zgodą autora tłumaczyła Arleta Sziler)

* Samuel Henig pochodzi z Krakowa. Po wybuchu II wojny światowej znalazł się z ojcem we Lwowie, skąd został wywieziony na Sybir. Po wojnie wrócił do Krakowa, gdzie nie zastał już ani mamy, ani siostry. Wkrótce wyjechał do Kanady, osiadł w Windsor. “Reunions” to spisane przez niego wspomnienia Żydów, którzy przeżyli holokaust.