Dziewczyny spod jednej celi

25. rocznica stanu wojennego - dzieje pewnego filmu

Pamięci Wiesi Kwiatkowskiej poświęcam

Siedem bohaterek. Eleganckie damy w średnim wieku. Kulturalne, inteligentne, wykształcone.

Na pierwszy rzut oka nikt by się nie domyślił, że na życiu każdej z nich ciąży tajemnica. Nikt by nie przypuszczał, że każda z nich siedziała w więzieniu. Nikt by nie podejrzewał, że o ich obecnym życiu w dużej mierze przesądziły wieloletnie wyroki.

Ela: Elżbieta Mossakowska - 1,5 roku więzienia
Jola: Jolanta Hoppe, dawniej Wilgucka - 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata
Ania: Anna Niszczak - 3 lata więzienia
Marylka: Marianna Samlik, dawniej Błaszczak - 3,5 roku więzienia
Wiesia: Wiesława Kwiatkowska - 5 lat więzienia
Zosia: Zofia Dublaszewska, dawniej Kwiatkowska - 5 lat więzienia
Ewa: Ewa Kubasiewicz-Houee - rekordzistka - 10 lat więzienia

Sytuacja graniczna - uwięzienie. Filozofowie stawiali w jednym szeregu ze śmiercią. Historia tej siódemki to opowieść o piętnie, jakim uwięzienie odciska się na człowieku. O wydarzeniach, które pociągają za sobą nieodwracalne konsekwencje. To opowieść o traumie, jaką powoduje wielka, a niezasłużona krzywda. Opowieść zarazem o charakterach, których nie dało się złamać.

Dziewczyny spod jednej celi.

Tylko dwie z nich - Wiesia i Ania - pozostały w Polsce. Resztę okrutny los rozrzucił po świecie. Marylka wylądowała w USA. Ela zamieszkała w Niemczech, Jola w Kanadzie. Zosia osiedliła się w Australii, Ewa we Francji.

Na wiele lat rozdzieliła je „żelazna kurtyna”, dopiero przemiany ustrojowe w Polsce po 1989 roku pozwoliły pozwoliły im odnowić kontakt. W pełnym składzie spotkały się po raz pierwszy po dwudziestu latach od wyjścia z więzienia. Urządziły sobie krótki wspólny urlop w Polsce. Mieszkały razem przez tydzień na pięknych polskich Kaszubach.

Od tego spotkania szukają każdej sposobności, by chociaż przez chwilę pobyć razem. Czasem spotykają się we dwie lub trzy, czasem do kompletu brakuje tylko koleżanek z innych kontynentów, chociaż zdarza się, że kiedy Marylka ściąga z USA do Polski, wtedy odliczają się przy niej Ania i Wiesia, Ewa i Ela.

Wielka radość z każdego spotkania. Spacery, rozmowy, nie kończące się rozmowy. Ich głęboka przyjaźń przetrzymała próbę czasu. To widać w każdym geście, słychać w każdym słowie. Odżywają wspomnienia. Wśród żartów, śmiechu. Często jednak to śmiech przez łzy. Niekiedy też ciarki przebiegają po grzbiecie. Robi się smutno, momentami ponuro...

Kryminalistki.

Były młode, przed sobą miały całe życie. Studiowały, pracowały, zakładały rodziny, miały małe dzieci, Jola była w ciąży.

Więzienne kraty na zawsze pogmatwały im życie. Odcisnęły się trwale na osobowościach.

***

Żadna z nich nie popełniła przestępstwa. Nie złamała jakichkolwiek norm prawnych czy etycznych, jakie obowiązują w cywilizowanym kraju. Po prostu wszystkie miały nieszczęście urodzić się w państwie totalitarnym. Wszystkie też zapłaciły wysoką cenę za umiłowanie wolności i prawdy, za wierność sobie i innym.

Wyroki sądowe zabrały im młodość, przekreśliły marzenia, skomplikowały życie.

Komunistyczne władze 13 grudnia 1981 roku wprowadziły w Polsce stan wojenny dla zdławienia niepodległościowych i demokratycznych dążeń narodu polskiego, rozwijających się od Sierpnia ’80 pod sztandarami „Solidarności”.

Władze stanu wojennego uznały te dziewczęta - Marylkę, Zosię, Wiesię, Elę, Anię, Jolę i Ewę - za swoich wrogów. Ukarały je w wyjątkowo bezwzględny sposób, wymierzając wieloletnie wyroki.

Dla przykładu. Na postrach. Za drobiazgi. Za druk i kolportaż ulotek, za udział w „nielegalnych” zgromadzeniach i „konspiracyjnych” zebraniach, za nawoływanie do strajku czy wzywanie na manifestację... Każdy pretekst był dobry, by ukarać za „nieposłuszeństwo” wobec komunistycznej władzy.

Zatrzasnęły się za nimi więzienne kraty. Czym zasłużyły sobie na taki los?

***

Więźniarki.
Kryminalistki.
Więźniarki sumienia.

Ich los poruszył serca i sumienia demokratycznego świata. Przetoczyła się fala protestów. Ujęła się za nimi i innymi więźniami sumienia w Polsce Amnesty International. Występowali w ich obronie politycy i intelektualiści, artyści i związkowcy, instytucje i organizacje z całego demokratycznego świata.

Jednostkowe, na wskroś indywidualne losy każdej z siedmiu dziewcząt z jednej celi sumują się w uniwersalną historię: o systemie totalitarnym, który potrafi w wyjątkowo brutalny sposób ingerować w życie człowieka; o cenie, którą się płaci za wierność ideałom; o wyborze między wolnością a koniecznością; o „wilczym bilecie” i „bilecie w jedną stronę”, które bywały i bywają perfidną bronią totalitarnych rządów; o Historii, która niekiedy miota nami jak pionkami na szachownicy szaleńca; o kraju, który pewnego razu nas nie zechciał, a teraz i my już go nie chcemy; o drugiej ojczyźnie, która bywa matką, ale i macochą; o sprawiedliwości i zadośćuczynieniu, o które tak trudno w życiu doczesnym; o absolutnych wartościach takich, jak przyjaźń, miłość, solidarność, wierność, piękno czy dobro.

Historia uniwersalna, która jest jak memento. Znów ktoś gdzieś kogoś może uwięzić po prostu za nic. Znów ktoś gdzieś komuś może złamać życie dla własnego widzimisię. Nie tylko na antypodach, lecz tu, za miedzą. Ta historia wydarzyła się przecież w środku Europy. U schyłku dwudziestego wieku... Po prostu wczoraj.

Historia jest to więc uniwersalna, ma jednak bardzo lokalne tło - dramatyczny fragment najnowszych dziejów Polski, kraju położonego właśnie w środku Europy.

Dziewczęta spod jednej celi odsłaniają prawdę, której świat nie zna, a Polska znać do niedawna nie chciała. Prawdę gorzką, bolesną, której poznanie pozwoli łatwiej zrozumieć, dlaczego Polska przeżywa tak trudną transformację i dlaczego tak mozolnie powraca do Europy.

Są niezwykłe, a przecież tak normalne, dzielne kobiety, które na przekór przeciwnościom losu, potrafiły zbudować szczęśliwe życie, a niegdysiejszą aktywność na płaszczyźnie politycznej zdołały przekuć w intensywne, pełne różnorodnych barw powszednie działanie na rzecz swoich środowisk społecznych i zawodowych, a także swoich krajów, nieważne, starych czy nowych.

Dziewczęta z jednej celi. Siedem dziewcząt. Siedem rozdziałów barwnej księgi.

Zachwyciliśmy się nimi. Postanowiliśmy zrobić o nich film. My... czyli Piotr Zarębski - producent, reżyser i operator w jednej osobie. Zosia Kucharska-Kowalik oraz Andrzej Żabicki - dźwiękowcy. I niżej podpisany - scenarzysta.

Szło nam jak po grudzie. Szło dokładnie tak, jak toczyły się losy naszych wspaniałych bohaterek.

Pomysł zrodził się w 1998 roku, choć pierwsze ujęcia zrobione zostały już w 1997 roku we Francji z Ewą. Nikt wtedy w Polsce takiego filmu nie chciał. Czekaliśmy na dogodny moment, nie przestając pracować nad filmem. Planowane było kameralne spotkanie dziewcząt w Alpach francuskich w 2000 roku. Nie doszło ono do skutku - nie było pieniędzy oraz możliwości, by na ich zjeździe pojawiła się kamera i mikrofon.

„Po co mamy się spotykać gdzieś we Francji, jak mamy być w Europie, przyjedźmy do Polski” - stwierdziły. W końcu realizuje się ich marzenie - w 2002 roku wszystkie spotykają się we Wdzydzach na Kaszubach. Nagrywamy je na kamerę [...] Zosia, Piotr i ja - pracując za darmo, a Piotr (jako producent) finansując z własnej kieszeni pobyt całej ekipy filmowej. Był też z nami wówczas Grześ czyli Gregory Uraszewski - Polak z Francji, znakomity operator i wspaniały człowiek. Mówił: fantastyczny temat, wspaniałe kobiety. I nie mógł zrozumieć, dlaczego w polskiej telewizji nie można się z takim tematem przebić... Grześ, Polak i Francuz od kilkudziesięciu lat... Za jego sprawą naszym projektem zainteresowała się telewizja „Arte”. Niestety, Grześ nie dożył realizacji filmu, zmarł na raka żołądka, a telewizja „Arte” okazała się, mówiąc oględnie, niesolidna.

W 2004 roku Piotr Zarębski, odwiedził w Sacramento Marylkę. Nakręcił na własny koszt znakomite sekwencje do filmu. W rok później pojawił się z kamerą na nieoficjalnych obchodach 25. rocznicy powstania „Solidarności”, w których aktywnie uczestniczyły Ewa i Wiesia. Rejestrował też pobyt Marylki i Zosi w Polsce w 2006 roku.

W 2004 roku polska telewizja publiczna po paru latach uporczywych starań wykazała zainteresowanie naszym projektem. Piotr Zarębski jako producent uzyskał dla tego tematu list intencyjny, który upoważnił go do starań o dofinansowanie realizacji przez Agencję Produkcji Filmowej. Pakiet filmu leżał w APF blisko rok, czekając na opinię ekspertów. Nie doczekał się, gdyż Agencja Produkcji Filmowej została... rozwiązana.

Na jej miejsce powołany został Polski Instytut Sztuki Filmowej. W 2006 roku PISF po kilku miesiącach przyznał filmowi obniżoną dotację... I kiedy nasza ekipa zaczęła przygotowania do zdjęć (ustalanie terminów z bohaterkami, załatwianie wiz, rezerwacje samolotów) okazało się, że... pojawiły się spory proceduralne między TVP SA a PISF, które uniemożliwiły podpisywania kontraktów. Trwają one do tej pory. W nadziei, że zostaną wreszcie pomyślnie rozwiązane, nasza ekipa filmowa zaplanowała wyjazd (na koszt producenta) w październiku 2006 roku do Kanady, by kontynuować podjęte przed dziesięcioma laty prace. Niestety, wyjazd trzeba było odwołać, gdyż nadzieje na szybkie pokonanie formalnych przeszkód okazały się płonne. Ciągle jednak nie tracimy wiary, że film w końcu powstanie. Uda nam się wyjechać z kamerą i mikrofonem do Kanady i Australii, do Francji i Niemiec. Uda się też dokończyć zdjęcia najważniejsze - w Polsce.

W 2006 roku stała się też rzecz najstraszniejsza. Odeszła od nas na zawsze jedna z dziewcząt, dobra i mądra Wiesia Kwiatkowska. Zmarła nagle na zawał... Piotr zarejestrował Jej pogrzeb. Prezydent RP uhonorował zmarłą wysokim odznaczeniem państwowym. Po niewczasie... Jej, wspaniałej Wiesi, poświęcam ten tekst. W imieniu własnym, w imieniu Jej najserdeczniejszych przyjaciółek i naszej ekipy filmowej, która nie traci wciąż nadziei, że uda jej się zrealizować tak ważny dla spraw polskich film.

Jacek Indelak

[SKANER 12 (140), grudzień 2006]